Puść wolno…

Niespodziewanie odcięło nas od prądu, a co za tym idzie – mnie od pracy, syna zaś od szkoły zdalnej. Co więcej, krótka rozmowa z infolinią rozwiała wszelkie moje nadzieje na jego szybki powrót. To większa awaria, zatem przerwa w dostawie prądu miała potrwać jeszcze minimum 4 godziny. Zamknęliśmy komputery zszokowani. Jesteśmy offline. A przy okazji bez czajnika, bez ekspresu do kawy, a nawet bez opcji na zagotowanie wody na kuchence – płyta u nas też jest na prąd. Na prąd w zasadzie mamy wszystko, chwilowo zatem nie mieliśmy nic.

Jeszcze parę lat temu w takiej sytuacji rozpadłabym się na kawałki. W nerwach i paraliżującym stresie ciskałabym gromy w kierunku instytucji, która odpowiada za te niedogodności. Panikowałabym tak, jakby chodziło o losy świata, a nie o chwilowy brak energii elektrycznej w moim domu. Miałabym zapewne zepsuty cały dzień, zszargane nerwy i poczucie winy, że zawaliłam kilka ważnych spraw – choć przecież nie miałam na to żadnego wpływu.

Jestem dziś jednak w takim momencie życia, gdy potrafię w takich niespodziankach od losu znajdować pozytywne aspekty, całkowicie zaś ignorować te negatywne. Dzień podarował nam kilka godzin, które mogliśmy spędzić razem – postanowiłam te godziny wykorzystać jak najlepiej.

Szybko całą rodziną spakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy w jedno z naszych ulubionych miejsc – do urokliwej miejscowości nad rzeką Liwiec, gdzie spędziłam spory kawałek moich nastoletnich dni (moi rodzice przez jakiś czas mieli tam działkę z domem schowanym wśród drzew – uwielbiałam spędzać tu wakacje, do dziś tęsknię za tym miejscem).

W efekcie spędziliśmy wspaniały dzień na łonie natury, w pierwszych promieniach wiosennego słońca – spacerując nad rzeką, rozmawiając, biegając z psami, śmiejąc się i po prostu będąc razem. Bardzo doceniliśmy ten niespodziewany dar od losu – kilka godzin, gdy bez wyrzutów sumienia mogliśmy porzucić codzienne obowiązki, aby rozkoszować się wiosną.

To był niezwykły przerywnik w codzienności. Jak się okazało – bardzo mi wtedy potrzebny. Te kilka godzin pozwoliło mi przemyśleć i znaleźć rozwiązanie paru problemów, na które od wielu dni nie miałam pomysłu. Złapanie oddechu, dystansu, słońca i beztroski – sprawiło, że do codziennych zadań wróciłam ze zdwojonym zapałem i nową energią. Energią oczyszczającą i napędzającą tak intensywnie, że wręcz czułam, jak ta energia mnie rozpiera.

Tą prostą historią chciałam Ci powiedzieć dwie ważne rzeczy.

Po pierwsze:

Nastawienie to ta mała rzecz, która robi wielką różnicę. Fundamentalną. To my decydujemy jak postrzegamy naszą rzeczywistość, jakie znaczenie nadajemy sytuacjom, które do nas przychodzą. Czy wolimy doszukać się w nich czegoś pozytywnego, czy pójdziemy drogą niezadowolenia, rozczarowania i frustracji. W tak niepozornych codziennych sytuacjach manifestuje się nasz stosunek do życia – chwilowa niedogodność albo rujnuje nam dzień i samopoczucie, albo staje się punktem wyjścia do czegoś bardzo dobrego i pozytywnego. To Ty decydujesz, która droga jest Twoja.

Po drugie:

Są w naszym życiu sytuacje, na które nie mamy wpływu. One jednak mają wpływ na nas – dokładnie taki wpływ, jaki pozwalamy im mieć. Dlatego to, na co nie masz wpływu – puść wolno. Niech poszybuje w jakąś inną przestrzeń. Nie zamartwiaj się i nie zadręczaj – to niczego nie zmieni. Niczego poza Twoim samopoczuciem, które będzie fatalne.

Akceptacja faktu, że są w naszym życiu aspekty, na które nie mamy wpływu; umiejętność pogodzenia się z tym stanem rzeczy – to fundamenty spokojnego życia i dobrostanu.

www.wracajacdosiebie.pl/sklep

Akceptacji właśnie poświęciłam pierwszy rozdział mojej pierwszej książki „Wracając do siebie. 16 lekcji, które pomogą Ci w Twojej podróży do siebie”. Poniżej przytaczam Ci krótki fragment z tego rozdziału, który bardzo lubię:

„Czy zastanawiałaś się kiedyś nad tym, jakie byłoby Twoje życie, gdybyś przestała zadręczać się sprawami i zdarzeniami, na które nie masz wpływu? Jaka cudowna wolność i harmonia zagościłyby w Twoim życiu, gdybyś́ tylko odpuściła i puściła wolno wszystko to, na co nie masz wpływu. Puściła z lekkością̨ i radością, z jaką puszcza się̨ latawce.”

A Ty? Umiesz już puścić wolno to, na co nie masz wpływu? Daj znać w komentarzu.

Poznaj moje książki i wyrusz ze mną w podróż do siebie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *