Blisko, bliżej, najbliżej siebie

Nikt nie pisze, nikt nie dzwoni. Nikt nic nie mówi. Nic się nie dzieje. Nie docierają do mnie żadne wiadomości – ani dobre, ani złe. Bezruch. Cisza tak głęboka, że aż dzwoni w uszach. Wiatr leniwie zaczepia firankę przez uchylone okno.

Leżę na łóżku wpatrzona w sufit. Czytam w swoich myślach. Przyglądam im się uważnie, obracam z każdej strony, szukam drugiego dna. Zwracam na nie uwagę – co rzadko mi się zdarza w pędzie dnia codziennego. Teraz jednak leżę w ciszy i mogę sobie na to pozwolić. Mogę zagłębić się w rozważaniach. Mogę błądzić myślami do woli. Mogę zupełnie nie zwracać uwagi na świat zewnętrzny. Wiem, że jest tuż obok, czuję jego nerwowy oddech. Wiem też, że niebawem upomni się o mnie – ale jeszcze nie teraz. Teraz liczy się tylko bieżąca chwila.

Chciałam to zrobić od dawien dawna – bałam się jednak, że to zbyt wielkie wyzwanie. Że nie podołam temu – tak mentalnie, jak i logistycznie. To byłaby trudna próba. A jednak kusiła mnie coraz mocniej.

Kusiła od pierwszej chwili, gdy ponownie – po latach – przeczytałam te wspaniałe, oczyszczające słowa Henry’ego Millera. Znalazłam je przypadkowo – nie pamiętałam bowiem, że jakiś czas temu zapisałam je w moim zeszycie z cytatami, który prowadziłam regularnie od kilku lat, umieszczając w nim najważniejsze słowa z przeczytanych książek. Gdy miesiąc temu zeszyt wpadł mi w ręce, otworzyłam go dokładnie na tej stronie. Na stronie, na której zapisałam:

„To be silent the whole day long, see no newspaper, hear no radio, listen to no gossip, be thoroughly and completely lazy, thoroughly and completely indifferent to the fate of the world is the finest medicine a man can give himself.” Henry Miller

Co w wolnym tłumaczeniu brzmi:

„Milczeć cały dzień, nie widzieć gazety, nie słyszeć radia, nie słuchać plotek, być całkowicie i kompletnie leniwym, całkowicie i kompletnie obojętnym na losy świata – to najlepsze lekarstwo, jakie człowiek może sam sobie dać”.

Wystarczyło mi jeden raz przeczytać te słowa, aby poczuć jak bardzo zmęczona jestem natłokiem informacji, spraw, myśli, problemów. Jak bardzo obciąża mnie i stresuje ciągły hałas, wieczny pęd, tysiące wiadomości, które wylewają się na mnie z telewizora, telefonu, radia czy internetu – każdego dnia. W każdej minucie. W zasadzie bez przerwy, bo żyjemy w czasach, gdy jedna informacja goni drugą, my zaś panicznie boimy się którąś z nich przegapić.

Po drugiej stronie tego są: cisza, refleksja, zamyślenie, spokój, wolno płynący czas, świadome bycie ze sobą, twórczy bezruch. To wszystko, co pozwala nam przybliżyć się do samych siebie, odnaleźć sens i ukojenie. To wszystko, co pozwala nam zatrzymać się w biegu, aby wsłuchać się w siebie – z uwagą, bez pośpiechu, z dziecięcą ciekawością.

I wtedy pomyślałam, że zrobię ten eksperyment. Spędzę jeden dzień całkowicie wylogowana z mojej standardowej rzeczywistości.

Wybrałam sobotę, gdy mój syn był u dziadków, mąż zaś postanowił nadrobić zaległości księgowe – co oznaczało, że większość dnia spędzi w naszym domowym biurze.

Tego dnia wyłączyłam telefon i odłożyłam go do szuflady. Wydawało mi się to niepojęte – telefon towarzyszy mi na każdym kroku, każdego dnia. Trudno mi było sobie wyobrazić, że nie odblokuję ekranu przez cały dzień. Nie odbiorę żadnego połączenia, nie zajrzę do serwisów społecznościowych, nie odpiszę nikomu na messengerze. Nie przejrzę ulubionych stron, niczego nie wyszukam. 

Nie włączyłam telewizora – postanowiłam, że nie dowiem się przez cały dzień, co wydarzyło się na świecie. To było zaskakujące doświadczenie – standardowo kilka razy dziennie włączam kanał informacyjny, aby posłuchać bieżących wiadomości. 

Komputer także wyłączyłam, decydując, że jeśli coś będę chciała w ciągu dnia zanotować – użyję do tego notatnika i pióra. Położyłam je na widoku – podskórnie czując, że będę tego dnia sięgać po nie regularnie, chcąc zapisać to, co przyniesie mi do głowy ten niezwykły eksperyment.

Jak wyglądał ten dzień?

Wypełniłam go czterema długimi spacerami po lesie, które w nieopisany sposób zrelaksowały mnie, oczyściły moje myśli i skłoniły do wielu refleksji. Pobudziły także moją kreatywność – już podczas drugiego spaceru przyszło mi do głowy kilka pomysłów do dalszego rozwinięcia.

Pozwoliłam chwilom trwać, płynąć bez pośpiechu – bez planu, bez wytycznych. Włosi nazywają to „dolce far niente” – słodkie nieróbstwo, miłe próżnowanie. Postanowiłam, że tego dnia będę dryfować, odpoczywać, relaksować się, szwendać. Robić to na, co mam ochotę – nie nakładając na siebie żadnych powinności. Czerpiąc autentyczną, niczym niezakłóconą radość z chwili, która trwa.

Spędziłam także 2 godziny leżąc w łóżku – zatapiając się w ciszy, to przyglądając własnym myślom, to starając się zupełnie je wyłączyć. 

Kolejne 3 godziny poświęciłam na czytanie książki – to dla mnie najwspanialszy i najbardziej twórczy sposób na relaks. Zrobiłam sobie pachnącą kąpiel, zanurzyłam się w ciepłej wodzie i na 3 godziny udałam do zupełnie innego świata – świata wykreowanego przez jednego z najważniejszych dla mnie pisarzy, Tolkiena. A gdy woda robiła się już chłodna, dolewałam ciepłej, ciesząc się, że mogę nadal nie wychodzić z wanny.

Był to dzień spokojny i leniwy. Przyniósł mi wiele inspiracji, skłonił do zadumy. Nie przepłynął mi przez palce – czułam wagę każdej chwili. Zapiski z tego dnia zajęły w moim notatniku aż 10 stron. Notowałam odczucia, przemyślenia, ale także pomysły, skojarzenia, luźne myśli. Gdybym miała zamknąć ten dzień w kilku słowach, byłyby takie: szczęście, spokój, oddech, wytchnienie, ważność, pełnia, głębia, bliskość.

Całkowite „wylogowanie” z technologii okazało się prostsze niż przypuszczałam. Gdy zajęłam się sobą, całkowicie zapomniałam, że mogłabym włączyć telefon czy posłuchać informacji. Bycie sam na sam ze sobą, możliwość zatrzymania się na chwilę, zwrócenie uwagi na samą siebie – dały mi tak głęboką radość i satysfakcję, że nawet przez chwilę nie czułam potrzeby sięgnięcia po telefon.

Zachęcam Cię do wykonania podobnego eksperymentu, choć na mniejszą skalę (zdaję sobie sprawę, że wygospodarowanie całego dnia może być trudne) –  przez godzinę bądź sam na sam ze sobą. Wyłącz telefon. Idź na spacer lub połóż się na łóżku. Pozwól myślom dryfować bezwiednie. Odsuń wszelkie problemy, oczekiwania, zadania – tę jedną godzinę spędź w całkowitym odłączeniu od bieżącego życia. Poświęć czas sobie, uważnie przyjrzyj się odczuciom, które do Ciebie przychodzą. 

Skup się na bieżącej chwili i sprawdź:

  • Dokąd popłyną Twoje myśli, gdy puścisz je swobodnie?
  • Jak się poczujesz, gdy dasz sama sobie przyzwolenie na błogie nicnierobienie?
  • Co to znaczy być w chwili, być tu i teraz?


Poznaj moje książki i wyrusz ze mną w podróż do siebie:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *